piątek, 13 marca 2015

Pamiętnik Stefano Tom 1 cz.2

...
"Najgorsze było to, że nie miałem z kim porozmawiać. Damon, mój brat, był z armią gerenała Grooma gdzieś w Atlancie, moi przyjaciele z chłopięcych lat w większości albo mieli sie niebawem zaręczyć, albo sami walczzyli gdzieś na odległych polach bitew, a ojciec wiecznie przesiadywał w swoim gabinecie.
-Gorąc dziś będzie! - wrzasnął w moją stronę nasz dozorca Robert od strony stodoły, gdzie obserwował dwóch stajennych usiłujących spętać jednego z naszych kini, którego ojciec kupił na aukcji w zeszłym tygodniu
-Tak - mruknąłem. To był kolejny problem: chociaż chciałem mieć z kim porozmawiać, nigdy nie bywał zadowolony, kiedy trafił mi się partner do rozmowy. Desperacko pragnąłem poznać kogoś, kto potrafiłby mnie zrozumieć, z kim mógłbym dyskutować o książkach i o życiu, a nie tylko o pogodzie. Robert, osobnik całkiem sympatyczny, stał się jedynym z najbardziej zaufanych doradców ojca, ale był taki głośny i krzykliwy, że wystarczyło dziesięć minut rozmowy z nim, żeby ogarnęło mnie zmęczenie.
-Słyszał pan nowiny? - spytał Robert, zotawiając konia i ruszając w moją stronę.
Jęknąłem w duchu i pokręciłem głową.
- Nie cztałem gazet. Co znowu zrobił gerenał Groom? - spytałem, chciaż rozmowa o wojnie zawsze mnie przygnębiała.
Robert osłonił oczy przed słońcem i pokręcił głową.
- Nie, nie chodzi o wojnę. O te ataki na zwierzęta. Ludzie u Griffinów stracił juz pięć kurcząt. Wszystkie miały rozerwane gardła.
Przystanąłem w pół kroku, czując, że włoski na karku zaczynają mi stawać dęba. Przez całe lato z okolicznych pkantacji docierały pogłoski o zabitych zwierzętach. Zwykle chodziło o drobną zwierzynę, przede wszyztkim kurczęta i gęsi, ale w ciągu ostatnich paru tygodni ktoś- być może sam Robert po czterech czy pięciu szklaneczkach whiski zaczął rozpuszczać plotkę, że te ataki to robota demonów."

~L.J.Smith

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz